Darmowe statystyki
Blog > Komentarze do wpisu

Hazardziści

 To pierwsza i prawdopodobnie ostatnia z książek wyzwaniowych. Zaczęłam od kontynentu, który był dla mnie literacką czarną plamą - Australii. Natknęłam się więc na Petera Carey'a, jak piszą w Wiki - dwuktrotnego zdobywcę Bookera, tą prestiżową nagrodę dostał m.in. w 1988 r. właśnie za powieść Oskar i Lucynda. Książkę zdążyłam wypożyczyć trzy miesiące temu, zapłacić za jej przetrzymanie, 'zakorkowała' mnie po prostu ta dziwna historia.

Oskar to syn angielskiego wielebnego, który sam też chce zostać pastorem. Marzy o odbyciu misji ewangelizującej w Australii, wierzy, że w osiągnięciu tego celu pomoże mu Bóg, zsyłając mu wygrane w wyścigach konnych. Lucynda jest młodą Australijką, sierotą, która posiada wartą fortunę hutę szkła w Sydney. Do spotkania tych dwóch dziwaków dochodzi na statku z Londynu do Australii właśnie, łączy ich przecież zamiłowanie do hazardu. Zakochują się w sobie (oczywiście) a po przybyciu do Australii zawierają dziwny zakład. Zbudować w połowie XIX wieku, na australijskiej pustyni, szklaną świątynię to nie lada wyzwanie; no ale kto nie ryzykuje, ten nie ma.

W tej dziwnej historii nie ma happy endu, Carey opisuje za to dość drobiazgowo ten dziwny świat. Hazard, miłość, wiara, praca, szczęście, morderstwo i zdrada, to co wieczne i to co przemija; wątki stare jak świat nabierają u tego australijskiego pisarza całkiem nowego wymiaru i kształtu. Ta osobliwa książka wymagała ode mnie dość dużego wkładu cierpliwości i wysiłku, nie raz chciałam wrzucić ją w kąt i nigdy do niej nie wrócić. Dopiero teraz, po przebyciu tych ponad 600 stron w towarzystwie Oskara i Lucyndy, myślę sobie, że ta podróż była jedną z ciekawszych, jakie ostatnio odbyłam.

PS. Książka przeczytana w ramach wyzwania czytelniczego 6 KONTYNENTÓW, zachęcam do odwiedzenia tejże strony.

Peter Carey, Oskar i Lucynda, tłum. W. Sadkowski, Warszawa 2000.

piątek, 27 czerwca 2008, iceberg33

Polecane wpisy

  • Przenosiny

    Coś się zmienić musi, od dziś zapraszam wszystkich tu: http://mojahistoriaczytania.blox.pl/html

  • Powrót za radą Virginii...

    "(...) wszelkie pisanie, nawet takie nie przemyślane notatki, ma swoją formę, której człowiek się uczy. Czy warto pisać dalej? Porblem polega na tym, że je

  • Nieczynne do odwołania

    z poważaniem, iceberg33

Komentarze
peek-a-boo
2008/06/27 23:24:13
Jak to pierwsza i ostatnia? nie ma to tamto, wyjaśnienia teraz trzeba składać, i już;))
-
2008/06/28 18:16:49
wybrałam tę samą lekturę, ale ja niestety do australii nie dotarłam, zostawiam na zaś...
-
wrappedwithbooks
2008/06/28 23:41:46
Gratuluję samozaparcia. Ja właśnie z tym mam największy problem. Musze wprowadzić jakiś rygor!
PS. Witam i gratuluję wspaniałego bloga!
-
2008/06/29 22:20:12
no niestety, tak wyszlo, że nie zdazylam..co nie oznacza, ze ksiazek zadeklarowanych nie przeczytam, oczywiscie ze przeczytam, tylko nieco pozniej; na zas zostawiam wiec 5 innych pozycji, coz, zdarza sie, teraz czytam Steinbecka, wiec jak ulal pasowalby w Ameryke Pn, ale watpliwe, abym do wtorku zdarzyla

wrapped - jednak warto caly czas pamietac, ze czytanie to nie kara, lektura musi jednak sprawiac przyjemnosc, inaczej czytanie staje sie li i jedynie przykrym obowiazkiem
dziekuje za wyrazy uznania;)
-
peek-a-boo
2008/06/30 00:04:56
Eh, wygłąda na to ,ze tez nie dałam rady. Nie dotrałam do Ameryki Pld. Australie owszem przeczytałam, ale nalezy jej sie porządna notka, a z tym juz tez nie zdążę . Popieram Twoją myśl, że ma to byc przyjemnosc. dlatego postanowiłam,ze nie bede robila wyścigu na siłe-bo w końcu chyba nie o to w tym wszystkim chodzi?
-
be.el
2008/07/11 08:15:59
A ja kiedyś zaczęłam czytać Oskara i Lucyndę- wieki temu przed naszym wyzwaniem i.... nie wyszło- odłozyłam po kiludziesięciu stronach- dlatego- chylę czoła:)