Darmowe statystyki
Blog > Komentarze do wpisu

Mea Kuba, Mea Culpa

Zaczęło się od Buena Vista Social Club (oczywiście!), potem był czas na mambo i salsę, a gorące rytmy do tej pory pobrzmiewają z moich głośników. Moja gorączka kubańska zaprowadziła mnie na spotkanie z literaturą. Zaczęłam od lektury książki Guillermo Cabrera Infante, nieżyjącego już, ale najbardziej znanego pisarza kubańskiego, tworzącego na emigracji; bezlitosnego krytyka reżimu, milczącej postawy Zachodu, kiepskich powieści i castrowskich klakierów (wśród nich G.G. Marquez).

Mea Kuba brzmi prawie jak mea culpa. Autor opuścił ojczyznę, ale ten rajski archipelag, tropikalna Kuba i Hawana, cudna Hawana ze wspomnień były osią, dookoła której kręciły się jego myśli i działania. W książce nie ma opisów kolonialnej architektury stolicy, nie ma obrazów niebiańskich plaż, nie ma anegdot o kubańskich cygarach czy rumie. Są za to obrazy głodujących Kubańczyków, którym Tyran reglamentuje żywność; historie o żołnierzach strzelających na nabrzeżach do uciekinierów czy o przymusowych obozach pracy dla homoseksualistów; Cabrera Infante opowiada o apartheidzie, strefach na Kubie przeznaczonych wyłącznie dla turystów, gdzie miejscowi, nie posiadający dolarów nie mają wstępu, o dziewczynach, które włożyły dyplomy do szuflady i wyszły na ulicę, bo głód i bieda robi z ludzi przyzwoitych, nieprzyzwoitych.

Są też opowieści o samobójcach, którzy ostatni strzał oddali z powodów politycznych; więźniach o zdrowiu nadszarpniętym przez kubański system więzienny; współpracownikach tandemu Wielki i Mały Brat, którzy nagle popadli w niełaskę; wszystkie postaci i historie autentyczne!

Mea Kuba to nie tylko kolejny obraz totalitarnego ustroju, tym razem w tropikalnym, egzotycznym wydaniu. To zbiór różnych form literackich, pisanych przez autora w dość długim odcinku czasu, esejów politycznych czy recenzji literackich. To też opowieści autora o jego życiu emigranta, kubańskiego banity, jego twórczość na Kubie jest zakazana, ale oddech agentów reżimu Cabrera Infante czuł na plecach nawet w Londynie, kiedy zastał swoje mieszkanie zdemolowane a Scotland Yard twierdził, że kradzieże m. in. nieukończonych powieści zdarzają się wszystkim pisarzom na wygnaniu, zwłaszcza tym pochodzącym z krajów komunistycznych. Mea Kuba to też traktat moralny, autor ma swoje żelazne zasady i nie uznaje żadnych kompromisów.

Książka dla nieprzygotowanego czytelnika (jak ja) jest arcytrudna w odbiorze. Co wiem o historii Kuby? O współczesnej, albo tej sprzed 40 lat, polityce? Co wiem o Karaibach? Albo o literaturze tego kręgu cywilizacyjnego? Mało, dlatego przed oczami przewijały mi się nieznane nazwiska, fakty, o których nie miałam pojęcia, hiszpańskojęzyczne tytuły utworów. Przeczytanie książki wymagało ode mnie dużej dawki cierpliwości i uwagi. I skupienia, bo książka to popis erudycyjny, pełen odwołań do kanonu literatury światowej i historii starożytnej, cytatów z wierszy romantycznych itd.

Ster władzy nadal jest w rękach dynastii, Cabrera Infante zmarł i mimo tego, że robił wszystko, co w jego mocy, nie dane mu było zobaczyć wycastrowanej Kuby.

Guillermo Cabrera Infante, Mea Kuba, tłum. M. Małkowski, Warszawa 2004.

czwartek, 06 marca 2008, iceberg33

Polecane wpisy

  • Jak Należy Opowiadać Historie

    "Poproszono jednego z rabbich, którego dziad był uczniem Baalszema, aby opowiedział jakąś historię. »Historię - rzekł rabbi - należy tak opowiadać, a

  • o Tybecie raz jeszcze

    Autobiorgafii nie czytam programowo, ale po wpisie padmy zaświatała mi myśl, że widziałam kiedyś u M. autobiografię Dalajlamy . Znalazłam, przeczytałam. Tylko j

  • "Kaźń" i "Złożenie do grobu"

    "Czemu, och, czemu puścił go samego!" "Jeszua miał więcej szczęścia niż tamci dwaj. Już w pierwszej godzinie popadł w omdlenie, a potem stracił p