Darmowe statystyki
Blog > Komentarze do wpisu

Ryszard Kapuściński - Imperium

Moje pierwsze spotkanie z Kapuścińskim - parę ładnych lat temu, wiem, że to ktoś ważny, ale cały czas jestem przed spotkaniem z jego twórczością, wrażenia po wykładzie takie sobie, przyjaciółka-fanka twierdzi, że autor Imperium lepiej pisze niż mówi, podchodzimy po autograf, robimy zdjęcia, co za uroczy człowiek, myślę, miły i zainteresowany naszą opinią o jego prozie. Czyta mi fragment Imperium właśnie, ten o mrozie, który na Syberii jest jak srebrna mgła, a człowiek po wejściu w tą mgłę robi w niej korytarz. Dobra, pożycz.

Totalnie olśnienie, przeczytałam z wielką przyjemnością, straszne historie i cudowne obrazy przesuwały mi się przed oczami, zupełnie tak, jakbym sama doświadczyła takich podróży po ZSRR. Magia.

Potem odbywam dwukrotne podróże na teren ówczesnego ZSRR, najpierw Petersburg, potem Moskwa przez Białoruś. Z okien autokaru i pociągu widzę to, o czym Kapuściński tak pięknie pisał. Kawał dzikiej przyrody, śnieg po kolana w maju, drewniane chatki, desperację w oczach Białorusinek usilujących sprzedać nam kurice, jajca, kartoszki; czuję suchy, kontynentalny wiatr, który wysusza mi usta, skórę i soczewki kontaktowe. Widzę Moskwę - ohydne i nieprzyjazne miasto, które niemal wszystkich Europejczyków odpycha - miasto nieludzkie, wykarykaturzone, przerysowane, architektura - za szeroko i za wysoko. No i ci ludzie w metrze odwracający głowę, unikający kontaktu z turystami, jakby nadal się bali kontaktow z tymi z Innego świata. Rosję oglądałam m.in. przez okulary Kapuścińskiego, które zaskakująco dobrze pasowały i na mój nos.

Imperium wpadło mi w ręce po raz drugi w przerwie świątecznej, szast-prast, nie było się nad czym zastanawiać. Jeszcze większa przyjemność czytania, obrazki rosyjskie dzięki Czarodziejowi wróciły, sugestywne metafory i porównania, soczysty i dosadny język, nieraz okrutne opisy, a wszystko to przeplecione barwnymi opowieściami o przygodach autora na terytorium wielkiego kolosa, który chwiał się na tych swoich drewnianych nogach. Kolos upadł, a książka jest ciągle czytana, reinterpretowana. Tym razem zrobiła na mnie jeszcze większe wrażenie, po paru latach jestem bogatsza o parę doświadczeń, no i na pewno zmieniła się moja wrażliwość. Chciwie czytałam fragmenty o Gruzji, Armenii i Azerbejdżanie, Uzbekistanie, już wiem, że kiedyś chciałabym zobaczyć te miejsca.

poniedziałek, 07 stycznia 2008, iceberg33

Polecane wpisy

  • Jak Należy Opowiadać Historie

    "Poproszono jednego z rabbich, którego dziad był uczniem Baalszema, aby opowiedział jakąś historię. »Historię - rzekł rabbi - należy tak opowiadać, a

  • o Tybecie raz jeszcze

    Autobiorgafii nie czytam programowo, ale po wpisie padmy zaświatała mi myśl, że widziałam kiedyś u M. autobiografię Dalajlamy . Znalazłam, przeczytałam. Tylko j

  • "Kaźń" i "Złożenie do grobu"

    "Czemu, och, czemu puścił go samego!" "Jeszua miał więcej szczęścia niż tamci dwaj. Już w pierwszej godzinie popadł w omdlenie, a potem stracił p

Komentarze
2008/01/30 14:36:11
Ja "tylko" książkę przeczytałam. Ty natomiast przeczytałaś i zobaczyłaś na własne oczy tę rzeczywistość. I tego ci zazdroszczę, że mogłaś dokonać porównań.
-
2008/01/30 22:41:59
zobaczylam tylko maly, malutki wycineczek
i na wiecej niestety nie mialam ochoty, Rosja jest jakas odczlowieczona, z gatunku tych nieprzychylnych jednostce i budzacych lek, przynajmniej ja czulam sie tam fatalnie
a Rosja nie koniec swiata, mimo ze trzeba wizy caly czas jest w zasiegu naszych rak i nog!